pati�ka

„Medycyna oparta na dowodach” i TCM

Obecnie często mówi się o „medycynie opartej na dowodach naukowych” (EBM – Evidence Based Medicine), która opiera się na badaniach naukowych i „jedyną słuszną procedurą” dla każdego pacjenta. Pierwotnie obejmowała ona trzy równorzędne aspekty: 1. Doświadczenie kliniczne terapeuty 2. Indywidualność pacjenta 3. Najlepsze dowody z baz danych. Stopniowo jednak indywidualność pacjenta zniknęła, a głównym argumentem pozostał trzeci punkt – czyli leczenie pacjenta zgodnie ze statystykami dużych zbiorów i losowym doborem pacjentów, czyli leczenie pacjenta zgodnie z „protokołami” lub „wytycznymi”...



Z garażu do wszystkich aptek

Aby lepiej to zobrazować, z punktu widzenia TCM pozostaniemy przy naszym sprawdzonym porównaniu do samochodów. O nasze zdrowie (lub samochód) musimy zadbać w największym stopniu sami – to przede wszystkim od nas zależy, czy będziemy się nim opiekować i utrzymywać go w dobrym stanie. Lekarz w tym przypadku pełni jedynie rolę dobrego (lub czasem złego) mechanika samochodowego – jest więc „zwykłym” konserwatorem w dobrym i prawdziwym tego słowa znaczeniu. Określenie „konserwator” nie ma tutaj żadnego pejoratywnego wydźwięku, ale jest wizytówką dobrego mechanika samochodowego, który rozumie swoją pracę i wykonuje ją dobrze, ponieważ każdy samochód od czasu do czasu wymaga dobrej konserwacji (dolewanie oleju, regulacja silnika, wymiana klocków hamulcowych...). Zawsze jednak od każdego z nas zależy, jak dbamy o swoje zdrowie (jak jeździmy samochodem, jakiej jakości paliwo i olej do niego wlewamy...). W tym świetle podejście zachodniej medycyny statystycznej, skupione na „dowodach”, wydaje się nieco inne niż tradycyjne chińskie podejście do zdrowia i choroby. Możemy więc spokojnie sparafrazować słowa Jana Wericha: Ale tak naprawdę nie wiadomo, czym jest ta chińska medycyna. Ale ja lubię, kiedy coś nie jest wiadomo, a działa to od tysięcy lat. Gorzej jest, kiedy coś jest wiadomo dokładnie, ale to nie działa... Chińczyków nie interesuje tak bardzo, JAK TO działa (jakim mechanizmem), ale DLACZEGO TO działa (jaki ma sens i pożytek). Jednak zarówno JAK, jak i DLACZEGO są zawsze potrzebne, podobnie jak potrzebne są dwa tory lub prawe i lewe płuco do prawidłowego funkcjonowania – zresztą słowa Konfucjusza w tym kontekście są również dość trafne: Kto się uczy, ale nie myśli, jest zagubiony, kto myśli, ale się nie uczy, jest zdezorientowany.


Ogólna apteka samochodowa

Na przykład medycyna zachodnia bada skuteczność wybranego leku chemicznego w przypadku określonego rodzaju bólu głowy. Wybierze 100 osób z tymi bólami głowy. Stwierdzi, że skuteczność leku wynosi 80%. Hurra! Wprowadzimy lek do praktyki i nakazujemy (za pośrednictwem stowarzyszeń zawodowych izby lekarskiej) wszystkim lekarzom stosowanie tego leku w ramach jednolitej procedury tzw. lege artis w przypadku tych bólów głowy. Ale co z pozostałymi 20 procentami pacjentów, u których leczenie nie działa, a nawet szkodzi – jak ich leczyć, skoro „dowody” mówią dość jednoznacznie (80%)? Po prostu nie zmieścili się w badaniach i tabelach i jakoś przeszkadzają... Niemniej jednak rozkaz z wyższych kręgów specjalistycznych jest jasny: wszystkie te specyficzne bóle głowy należy leczyć tym samym lekiem! Jeśli dany lekarz nie leczy zgodnie z „najnowszymi badaniami naukowymi” i „medycyną opartą na dowodach”, będzie traktowany z pogardą lub grozi mu rozwiązanie umowy z ubezpieczycielem, a nawet cofnięcie licencji (na szczęście nie tytułu...). Ci nietypowi lekarze „renegaci” po prostu nie pasują do „uczonej społeczności lekarskiej” i jako tacy muszą zostać wyeliminowani, aby nie przeszkadzali współczesnej medycynie, a przede wszystkim monopolom farmaceutycznym... I w tym właśnie tkwi cały problem gordyjskiego węzła. Badania naukowe są dziś finansowane wyłącznie przez lobby farmaceutyczne, które dysponuje wystarczającymi środkami finansowymi pochodzącymi z niekończącej się sprzedaży leków chemicznych. To tak, jakby amerykańskie firmy zbrojeniowe (pod pozorem „niezależnych stowarzyszeń branżowych”) dostarczały broń zarówno Stanom Zjednoczonym, jak i Al-Kaidzie, stale zwiększając dostawy dla obu stron i swoje zyski, bez szansy na pomyślne rozwiązanie konfliktu w przyszłości. Celem nie jest bowiem rozwiązanie problemu raz na zawsze, bo co wtedy produkowaliby producenci broni (i farmaceuci)… Nie ma jednak takiej obawy, ponieważ lobby farmaceutyczne już dawno „zabezpieczyło” sobie wszystko – wielokrotnie poprzez własne „towarzystwa ubezpieczeniowe” w postaci swoich „ubezpieczonych”, czyli potencjalnych (czasem nawet dożywotnich) pacjentów (więcej TUTAJ).


Markowy serwis TCM

Inne podejście do choroby i człowieka ma tradycyjna medycyna chińska. Nie chodzi jej o pojedynczą chorobę, ale o wyleczenie całego człowieka – zawsze z uwzględnieniem jego konstytucji, w naszym porównaniu określonego typu samochodu. Dobry lekarz leczy chorobę. Doskonały lekarz leczy jednak pacjenta, który ma chorobę. Każdy człowiek jest oryginalny, ale mimo to można dostrzec pewne cechy fizyczne i psychiczne charakterystyczne dla danego typu, podobnie jak w przypadku samochodów różnych marek. Wyobraźmy sobie na przykład jedną osobę otyłą, rumianą i często pocącą się, a drugą szczupłą, bladą i zmarzającą, przy czym obie cierpią na „ten sam” rodzaj bólu głowy. Zgodnie z medycyną zachodnią (statystycznie) tacy pacjenci powinni być leczeni i wyleczeni w ten sam sposób. Jednak jedna z zasad TCM mówi: Te same choroby leczy się różnie, różne choroby leczy się tak samo. Niektóre rzeczy można dostrzec tylko z określonego punktu widzenia, tylko w określony sposób... Już Hipokrates mawiał: „O wiele ważniejsze jest wiedzieć, jaki typ człowieka ma chorobę, niż wiedzieć, jaki typ choroby ma człowiek”. Starzy mistrzowie tradycyjnej medycyny chińskiej zawsze uważali za najważniejszą konstytucję każdego człowieka i kierowali się zasadą: Wszystko zależy od konstytucji pacjenta! TCM opiera się bowiem na doświadczeniu (experience), które jest sprawdzane od wieków, a nawet tysiącleci, w przeciwieństwie do medycyny zachodniej, która opiera się na powtarzanych eksperymentach (experiment). Nie jest to jednak to samo. Według TCM nie możemy wlewać tego samego oleju do różnych typów samochodów.  Medycyna zachodnia „leczy” samochód, który ma cztery koła i kierownicę, ale z trudem jeździ (podobnie jak człowiek, który ma cztery kończyny i głowę, która nie przestaje go boleć). TCM „leczy” każdy samochód, najpierw sprawdzając jego markę i rodzaj silnika (budowę fizyczną), a następnie, w autoryzowanym serwisie, określając przyczynę usterki (choroby). Zgodnie z TCM nie można zatem stosować jednego rodzaju oleju do wszystkich rodzajów samochodów, tak samo jak nie można stosować jednego uniwersalnego leku podczas testowania różnych typów ludzi. W takim przypadku statystyki są jedynie zbiorem niedokładnych liczb... (więcej TUTAJ). Nawet jeśli mają te same problemy, przyczyna jest zawsze inna dla każdego typu! Niektóre samochody są dwusuwowe (typ zimny), inne czterosuwowe (typ gorący), niektóre czterocylindrowe (typ niewystarczający), inne szesnastocylindrowe (typ nadmierny), niektóre jeżdżą na benzynie (typ suchy), inne na oleju napędowym (typ wilgotny) itp. (więcej TUTAJ). Nie tylko zawartość (silnika), ale także forma (wygląd karoserii) mogą się różnie łączyć: niektóre samochody są sedanami, ale silnik może być zarówno dieslowski, jak i benzynowy, inne samochody są pickupami z czterocylindrowym silnikiem, kolejne szesnastocylindrowymi kabrioletami lub kombi z silnikiem dwusuwowym itp. – po prostu nie ma ograniczeń co do zmienności zarówno w przypadku samochodów, jak i ludzi. Jednocześnie jednak każdy typ i marka samochodu (konstytucja fizyczna i psychiczna) zawsze niesie ze sobą pewne typowe cechy (i predysponujące problemy). W serwisie markowym wiedzą o tym wszystkim z góry i mogą więc łatwiej przewidzieć, która droga (nie) prowadzi do rozwiązania problemów. Dysponują również odpowiednim olejem dla danego typu samochodu, który po regulacji działa jak w zegarku. Oczywiście istnieją również pewne ustalone procedury, które można stosować uniwersalnie, niezależnie od typu samochodu (konstytucji), np. w przypadku przebicia opony (urazy i złamania) lub zarysowania lakieru (wirusy i przeziębienia) itp. O tym, że każdy człowiek jest wyjątkowy, oryginalny i indywidualny, świadczy jeden prosty fakt – wystarczy spojrzeć na ulotkę dołączoną do większości leków chemicznych, gdzie opisane są niepożądane lub tzw. skutki uboczne leków: może powodować biegunkę lub zaparcia, brak apetytu lub nadmierny głód, wrażliwość na zimno lub gorączkę, przyrost masy ciała lub odwrotnie, utratę masy ciała, wysokie ciśnienie krwi lub niskie ciśnienie krwi, nadmierne krwawienie miesiączkowe lub zatrzymanie miesiączki itp. Te pozornie nielogiczne i sprzeczne objawy są jednak z punktu widzenia TCM i konstytucji całkowicie logiczne, ponieważ każdy z nas jest inny i inaczej reaguje na te same leki. Dlatego też, zgodnie z TCM, nie można podawać wszystkim tego samego leku, a ponadto tworzyć na tej podstawie statystyki i przedstawiać je jako jedyną słuszną medycynę opartą na „dowodach naukowych”. Oczywiście w nagłych i zagrażających życiu sytuacjach nie ma o czym dyskutować, tam należy zastosować i wykorzystać cały arsenał współczesnej medycyny, w tym leki ratujące życie. Jednak zdecydowana większość leków chemicznych jest stosowana długoterminowo, np. wszystkie syntetyczne leki hormonalne, antydepresanty itp. W tym kontekście powyższe stwierdzenie o wyjątkowości każdego człowieka ma swoje uzasadnienie i praktyczny sens. Podobnie świadczy o tym fakt, że gdyby „medycyna oparta na dowodach (statystycznych)” była tak skuteczna i efektywna, to np. co roku nie zmieniałby się centralny protokół leczenia nowotworów itp. W końcu badania, testowanie i zatwierdzanie leków chemicznych, za które płacą same firmy farmaceutyczne, są czasem podobne do przetargów szytych na miarę dla tej czy innej firmy. Po prostu czasami trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie, a dopiero potem je zadać...


Dlatego też np. w TCM nie obowiązuje tak często propagowana obecnie zasada, że każdy człowiek powinien wypijać codziennie co najmniej 2,5 litra płynów, w przeciwnym razie może zachorować – dzienna ilość przyjmowanych płynów zależy od wielu czynników: przede wszystkim od typu człowieka i jego konstytucji, pory roku, klimatu, obciążenia fizycznego, diety... Na przykład osoba typu wilgotnego (która zatrzymuje wodę, niczym „nasączona gąbka na tablicy”) będzie miała minimalne zapotrzebowanie na picie, ponieważ nadmierne picie jeszcze bardziej pogarsza jej wewnętrzną wilgotność. I odwrotnie – typ suchy i gorący (ten, który wysusza wodę, coś w rodzaju „przegrzanego silnika, który wymaga chłodzenia, a woda w chłodnicy wyparowuje”) będzie miał zapotrzebowanie na płyny znacznie wyższe niż 2,5 litra dziennie, w przeciwnym razie będzie się „przegrzewał i wysychał”. Z tych powodów nie ma sensu ściśle przestrzegać „naukowych” zaleceń – nasze ciało zawsze najlepiej wie, czego potrzebuje, wystarczy tylko nauczyć się słuchać wewnętrznego głosu i kierować się zdrowym rozsądkiem. Nauka (na szczęście) nie ma jednak monopolu na rozsądek, ale mimo to, co jest dobre w życiu i co jest prawdą, obecnie informują nas o tym laboratoria (niestety). Starsze pokolenie może pamiętać pewnego słynnego profesora pediatrii, który najpierw promował karmienie piersią małych dzieci, a następnie (dzięki „naukowym” badaniom) potępiał karmienie piersią, aby po kilkudziesięciu latach – ponownie pod wpływem „naukowych” badań – ponownie zalecał karmienie piersią... Podobnie wspomina jeden z lekarzy: Jeden lek stosowany w przypadku zawału mięśnia sercowego był w czasie moich studiów medycznych zakazany, podczas egzaminów państwowych zalecany, a podczas atestacji ponownie odrzucony...




Celem jest droga (do zdrowia)

Z tego prostego powodu w TCM nie można przeprowadzać badań podobnych do statystyk stosowanych w medycynie zachodniej, ponieważ ta ostatnia lubi traktować ludzi jak samochody – każdy egzemplarz to jeden człowiek. TCM zawsze opiera się jednak na konkretnym typie ciała człowieka (np. typ zimny lub gorący), gdzie każdy potrzebuje innego rodzaju oleju, ktoś benzyny, ktoś oleju napędowego itp. Ponadto „skuteczność” leczenia medycyną zachodnią u 80% pacjentów nie oznacza, że osoba jako taka została wyleczona, ale tylko jedna obserwowana choroba – i to często tylko tymczasowo. Na przykład, gdy wlejemy do samochodu jeden „uniwersalny” olej, samochód będzie jeździł przez chwilę, ale po pewnym czasie silnik się przegrzeje, dysze zatykają się, a jego moc spada... Na przykład osoba o gorącym i nadmiernym typie konstytucji przy nieodpowiednim „rozgrzewającym” leczeniu jeszcze bardziej się „przegrzeje” (osobie o zimnym typie konstytucji pomogłoby to natomiast) i w jej organizmie zaczną pojawiać się kolejne dolegliwości zdrowotne (np. wysokie ciśnienie krwi, bezsenność, kołatanie serca, zaparcia, nerwowość, drażliwość...). Stan ten stanowi tzw. „skutki uboczne” leków chemicznych. Wynika z tego, jak ważne jest posiadanie Filipa i znajomość swojej konstytucji ciała! Służy do tego prosty Test YIN/YANG, który jest dostępny online, bezpłatny i anonimowy.

Z powyższego nie wynika jednak, że TCM zaprzecza zaletom i osiągnięciom medycyny zachodniej, wręcz przeciwnie, bardzo ceni sobie współczesną medycynę, która dzięki swojej technice i technologii – zwłaszcza w przypadku ostrych, zagrażających życiu stanów – jest absolutnie bezkonkurencyjna. To samo dotyczy całej gamy metod operacyjnych. Dziedziną TCM są natomiast głównie choroby funkcjonalne i przewlekłe, w których to podejście do człowieka ma nieco „przewagę”. Optymalnym rozwiązaniem byłoby połączenie obu tych systemów, tak aby służyły one dobru pacjenta – a więc jego zdrowiu!  Żadna medycyna, czy to zachodnia, czy wschodnia, chemiczna czy naturalna, nie jest w stanie wyleczyć wszystkiego. Ale zawsze trzeba próbować przywrócić zdrowie, nie poddawać się z góry, nie dać się zniechęcić... Natura jest bowiem potężna – zresztą, jak mawiał Hipokrates: Natura leczy choroby! (zobacz Jiří Suchý TUTAJ)

Nadejdzie czas, kiedy nasi potomkowie będą się dziwić, że nie znaliśmy rzeczy tak oczywistych. Seneka

tekst: dr med. Petr Hoffmann
ilustracje: akad. arch. David Vávra


Trafnie opisuje to również w swojej książce Velmi osobní kniha o zdraví (Bardzo osobista książka o zdrowiu) nasza czołowa specjalistka ds. żywienia, Mgr. Margit Slimáková Ph.D.:

Jak działa przemysł farmaceutyczny

O jakości, a raczej niskiej jakości wielu badań medycznych szczegółowo wypowiada się również brytyjski epidemiolog Ben Goldacre w swojej książce Zkorumpowana farmacja (CPress 2013), w której opisuje, jak łatwo można sprzedawać interesy przemysłu farmaceutycznego w pseudonaukowych badaniach farmaceutycznych i jak trudno jest zwykłym śmiertelnikom (a czasem nawet nieomylnym lekarzom) oddzielić ziarno od plew. Jest to jak dotąd najobszerniejsza dokumentacja sztuczek, za pomocą których przemysł farmaceutyczny dostarcza pacjentom nieskuteczne, a w niektórych przypadkach nawet szkodliwe dla zdrowia leki. Powszechnie wiadomo, że producenci leków upiększają swoje produkty, przekonują lekarzy o ich wyjątkowości i wydają więcej na rozpowszechnianie zniekształconych informacji o swoich produktach niż na badania. Szokującym odkryciem dr Goldacre'a jest ogromny zakres tych praktyk na granicy legalności, ich wyrafinowanie oraz udział prasy fachowej i oficjalnych organów w oszustwach, które mają regulować przemysł. Leki są najczęściej testowane przez samych producentów w bardzo źle zaprojektowanych badaniach i na desperacko małej liczbie nieodpowiednio dobranych pacjentów. Testy są analizowane przy użyciu technik dostosowanych tak, aby zawyżać ich korzyści. A jeśli wyniki badań mimo wszystko nie są zadowalające, producenci mają pełne prawo ukrywać je przed lekarzami i pacjentami. Według Goldacre'a badania finansowane i przeprowadzane przez producentów osiągają również znacznie korzystniejsze wyniki niż badania niezależne. Na przykład wyniki badań farmaceutycznych, które monitorowały skuteczność statyn, czyli leków obniżających poziom cholesterolu, przepisywanych codziennie milionom ludzi na całym świecie, były 20 razy częściej korzystniejsze w porównaniu z niezależnymi testami!

Współczesna medycyna opiera się na dowodach. Przynajmniej tak twierdzi. Lekarze przedstawiają ją jako niepodważalną, funkcjonalną i jedyną słuszną. Ale co to oznacza? Czy istnieje dokładnie określona liczba badań potwierdzających skuteczność leków lub metod, wyleczonych pacjentów, systematycznych przeglądów, które potwierdzałyby taki status medycyny klasycznej? Czy jest jednoznacznie pewne, że stosowane przez nią procedury, terapie i leki rzeczywiście przynoszą korzyści i leczą? Nic z tych rzeczy... Nie jest w stanie wyleczyć wielu dolegliwości, mimo że według badań powinno to być możliwe, nie potrafi wyjaśnić wielu przypadków wyleczenia. Problem stanowią również skutki uboczne leków, które często bardziej szkodzą niż pomagają, zaangażowanie finansowe lekarzy i firm farmaceutycznych oraz biznes farmaceutyczny, który jest oderwany od interesu pacjenta. Jednak zamiast odrzucać, staram się zrozumieć, szukam wyjaśnienia. Z pokorą przyznaję, że nie wszystko rozumiem, ale to nie oznacza, że muszę to od razu odrzucać. Ludzie zawsze będą wierzyć w jakieś przesądy, a wiele dzisiejszych naukowych prawd zostanie w przyszłości zastąpionych nowymi paradygmatami. Uważam, że jeśli zdrowie ludzi ma się poprawić, szacunek i tolerancja są bardziej korzystne niż kpiny i ignorancja.

Podobnego zdania jest również nasz czołowy czeski psychiatra, dr Radkin Honzák CSc.:

Współczesna medycyna nie bierze pod uwagę niczego, czego nie da się zmierzyć, postrzega człowieka jedynie jako ożywioną maszynę René Descarta, w której zachodzą wyłącznie procesy mechaniczne, które możemy śledzić i obserwować. Ale tak nie jest – należy wziąć pod uwagę również psychologię i kontekst społeczny. Medycyna oparta na dowodach (evidence base medicine, EBM), która dla osób o nastawieniu pozytywistycznym wydaje się świętą krową, nie jest wolna od wielkich błędów, a przede wszystkim nie jest jedynym możliwym, a może nawet ustawowo uregulowanym sposobem dbania o zdrowie ludzi. Istnieje jednak medycyna oparta na doświadczeniu (real world evidence, RWE), istnieje fakt, że EBM nie radzi sobie w ogóle z pacjentami psychosomatycznymi, których w pierwszej kolejności przyjmuje około jedna czwarta lekarzy praktyków, istnieją ostatnie (2016) wyniki przedłużonych badań klinicznych, które znacznie podważają deklarowaną skuteczność analgetyków i psychotropów itp. To, że medycyna oparta na dowodach jest nauczana na wydziałach, nie oznacza, że jest jedyną prawdą.

Medycyna naukowa oparta na dowodach (EBM) opiera się filozoficznie na zaleceniu Kartezjusza, aby lekarze postrzegali chorego jako zepsuty mechanizm. Zostało to naukowo uświęcone aksjomatem Virchowa, że choroba jest zaburzeniem komórek, tkanek i narządów, z którego wynikają zaburzenia funkcji powodujące objawy. W oparciu o platońskie podział, medycyna naukowa intensywnie zajmuje się ciałem, podczas gdy dusza znajduje się całkowicie poza obszarem jej zainteresowań. Jednak umknęła jej jedna istotna rzecz, a mianowicie to, że platońska dusza zawiera emocje, które nie są żadnymi efemerycznymi motylkami, ale pradawnymi i cholernie skutecznymi systemami sterującymi, tworzącymi funkcjonalną strukturę i wpływającymi na przebieg wszystkich procesów fizjologicznych i patofizjologicznych. Emocje są chorobami! Człowiek nie jest bowiem biologiczną, rozumną maszyną, ma swoją psychologiczną składową i żyje w sieci społecznej, a jego życie ma – a przynajmniej powinno mieć – jakiś sens. Ze wszystkich wymienionych obszarów mogą wynikać bodźce prowadzące do stresu, którego skutkiem jest niekorzystny stan zdrowia.

Z dydaktycznego punktu widzenia pozwolę sobie na uproszczenie: medycyna naukowa wie, jak powinno funkcjonować ciało, a także jak funkcjonuje, gdy pojawia się stan określany jako choroba/zaburzenie. Psychosomatyka poszukuje w szerszym kontekście przyczyn, które doprowadziły do danego stanu, i pyta „dlaczego” – idzie więc o krok dalej w łańcuchu przyczynowym. Jest jeszcze jeden problem, z którym EBM nie potrafi sobie poradzić, a mianowicie zaburzenia funkcjonalne, stany, w których pacjent skarży się na dolegliwości, bóle lub zaburzenia funkcji, wyraźnie cierpi, słusznie otrzymuje status chorego, ale nie stwierdza się u niego żadnych zmian patologicznych. Ma „tylko” objawy, które jednak z naukowego punktu widzenia są nieuzasadnione. Takich przypadków w gabinecie lekarza pierwszego kontaktu jest jedna czwarta, a w niektórych specjalizacjach ponad 40%. Lekarz wykształcony naukowo nie umie radzić sobie z jego emocjami.

Ciekawie opisuje ten problem prof. dr med. Cyril Höschl DrSc., FRC Psych., kierownik Kliniki Psychiatrii III Wydziału Medycznego Uniwersytetu Karola w Pradze w swojej książce Stručně a jasně (Galén 2013):

Naukowe jest to, co z zasady można obalić. Na przykład twierdzenie, że wszystkie łabędzie są białe, jest naukowe, ponieważ można je obalić, znajdując czarnego łabędzia. Z tego punktu widzenia stwierdzenia „zostało naukowo udowodnione” są bezsensowne, ponieważ naukowo można coś tylko obalić, a nie udowodnić. Każda hipoteza obowiązuje tylko do momentu, gdy okaże się, że jest inaczej. Jednak całe ludzkie rozumienie świata zawiera elementy zarówno racjonalne, jak i irracjonalne. Medycyna jest raczej sztuką (ars medica) niż nauką i, czy tego chcemy, czy nie, zawiera również elementy uzdrawiania i szarlatanerii. Wiara i filozofia dają nam pocieszenie, nadzieję, sens, ideologię. Nauka zaspokaja przede wszystkim naszą ciekawość, pragnienie wygody i potrzebę wywierania wpływu na wydarzenia.

Prof. PaedDr. Pavel Kolář Ph.D., kierownik Kliniki Rehabilitacji i Medycyny Sportowej 2. Wydziału Medycznego Uniwersytetu Karola w Pradze, w swojej książce Labyrint pohybu (Vyšehrad 2018) komentuje ten stan następująco:

Koncepcja medycyny opartej na dowodach naukowych (EBM) narodziła się już na początku lat osiemdziesiątych na kanadyjskim Uniwersytecie McMaster. Jej autorzy zdefiniowali ją jako „systematyczne podejście do leczenia, łączące najlepsze dostępne dowody naukowe z doświadczeniem klinicznym lekarza oraz preferencjami i potrzebami leczonego pacjenta”. Współczesna medycyna coraz bardziej wymaga dowodów o charakterze statystycznym, dominuje podejście biologiczne, co ogranicza możliwość włączenia do medycyny czynników społecznych i psychologicznych oraz ich systemowego wpływu na organizm. Z tego powodu medycyna nie była w stanie w wystarczającym stopniu uwzględnić w swoich rozważaniach ludzkich emocji. Nie ma dla nich miejsca, ponieważ są one trudne do zmierzenia. Medycyna sprowadza się tym samym do ilości izolowanych wiedzy na poziomie biologicznym, bez ich systematycznego uporządkowania. Niestety, powoduje to również coraz wyraźniejsze zaburzenie równowagi między produkcją ogromnej ilości izolowanych informacji naukowych a tworzeniem teorii systemowych, w których byłyby one klasyfikowane lub w których byłyby przejrzyście i logicznie podsumowane. To tak, jakby mieć pojedyncze elementy układanki, czyli mnóstwo pojedynczych informacji, i nie mieć całościowego obrazu, w który należałoby je ułożyć. Dominuje trend zapoczątkowany przez medycynę opartą na dowodach naukowych – gromadzenie szczegółowej wiedzy zamiast jej organizowania w przejrzyste całości, czyli analityczny sposób myślenia zamiast symetrycznego. Kiedyś, podczas strajku lekarzy w Izraelu, śmiertelność paradoksalnie spadła... Już Hipokrates uważał, że „dla chorych najlepsze jest jak najmniej”.