
Dokąd zmierza zdrowie, czyli quo vadis, człowieku?
Patrzę na ten świat,
jak się posuwa naprzód,
jak kosiarka w ogrodzie.
Patrzę na ten świat,
głównie mieć wszystkie pięć
jeszcze chwilę razem...
śpiewa Marek Eben na swojej nowej płycie i między wierszami trafnie opisuje sytuację w dzisiejszym świecie, społeczeństwie, polityce i wszędzie indziej, nawet w medycynie. Czasami wydaje się, że dzisiejsze czasy są całkowicie nieprzejrzyste, a nawet chaotyczne i nie wiemy już, kto jest kłusownikiem, a kto leśniczym – i który z tych kłusowników jest tajnym leśniczym... Ale w tym zalewie i niemal dżungli wszelkich możliwych i sprzecznych informacji trzeba zawsze prawidłowo się orientować i zachować zdrowy rozsądek w każdych okolicznościach. Jest on bowiem podstawą naszego zdrowia psychicznego, a co za tym idzie, również fizycznego.
Na przykład zwykłe przeziębienie lub wirus – a człowiek chce być, jak to jest w dzisiejszych gorączkowych czasach, natychmiast (bo wczoraj było już za późno) bez bólu i zdrowy, ponieważ ma mnóstwo pracy i obowiązków, w końcu mamy przecież nowoczesną „najlepszą” medycynę ze wszystkim, co do niej należy! Ale uwaga – natury nie da się rozkazywać. Tak jak choroba przyszła, tak stopniowo (trzeba to podkreślić!) odejdzie, trzeba tylko dać jej czas i odpowiednio ją leczyć (np. zgodnie z zasadami TCM – patrz Przeziębienia i infekcje wirusowe). Nie ma więc sensu natychmiast stosować lub nawet wymuszać „najnowocześniejsze” leki w postaci antybiotyków, kortykosteroidów, analgetyków itp. W przypadku chorób wirusowych, które są również najczęstsze, leki tego kalibru są całkowicie zbędne, a wręcz przeciwnie, tylko przedłużają chorobę i rekonwalescencję, ponieważ zgodnie z TCM tzw. szkodliwą substancję (np. zimny wiatr) tylko głębiej wciskają, a później może ona przekształcić się w różne choroby przewlekłe, alergiczne lub autoimmunologiczne itp. A przecież na początku była to zupełnie „zwykła infekcja wirusowa”. Dzisiejszym artystą jest lekarz, który zasadniczo leczy poprzez „nieleczenie” – rozszyfrowuje chorobę, a następnie delikatnie ją leczy – w tym przypadku informuje pacjenta, że to nic poważnego i że za kilka dni będzie znowu zdrowy jak ryba, tylko trzeba wytrzymać i nie denerwować się. W ten sposób zasadniczo oszczędza mu zdrowie również w przyszłości, ponieważ każdy potrafi strzelać z armaty do komara...
Podobnie jest z nadmiernym stosowaniem leków chemicznych (tzw. polipragmazja), co wiąże się z naszą czasami przesadną troską o nasze zdrowie. Czasami wydaje się, że im więcej leków zażywamy, tym będziemy zdrowsi. Jednak prawda jest odwrotna. Każdy lek ma bowiem swoje plusy i minusy. W przypadku stosowania wielu leków, ich działanie (niestety skutki uboczne) często się nawzajem potęguje, a człowiek lub lekarz tylko pogarsza sytuację... Które objawy i dolegliwości są „wynikiem choroby”, a które są skutkami ubocznymi „leków”? To zawsze trudne i skomplikowane zagadnienie. Nikt nigdy nie wie dokładnie, jak jeden lek chemiczny wpłynie na drugi, trzeci na czwarty, piąty na drugi itd., ponieważ nasze ciało jest ogromnym i złożonym systemem, w którym zachodzą miliony reakcji, a każdy z nas jest inny i dlatego inaczej reaguje na leki. Każda nienaturalna ingerencja w pewien sposób zakłóca delikatną sieć tych wzajemnie się wspierających relacji, czyli witalność (lub też odporność). Każdy lekarz leczy (bo musi) z własnego punktu widzenia „to, co jego” – jeden tarczycę, drugi jajniki, trzeci wysokie ciśnienie, czwarty trawienie, piąty alergię. Trudno się w tym wszystkim połapać... A przede wszystkim biedne nasze ciało, które musi to wszystko znosić – co zresztą świadczy o naszej dobrej witalności! Mniej znaczy więcej i nasuwa się parafraza sloganu energetycznego: Czy nie są one gdzieś niepotrzebnie wykorzystywane?
Ciekawostką na koniec (ale nie wisienką na torcie, a raczej czarną perłą) jest rozporządzenie UE dotyczące stosowania ziół i opisu ich działania. Prawdopodobnie wszyscy już wiedzą, że UE „dzięki” silnemu lobby farmaceutycznemu zatwierdziła w 2011 r. ustawę, zgodnie z którą niektórych ziół nie wolno w ogóle stosować, a inne można stosować dopiero wtedy, gdy, na przykład po 15 latach, uda się udowodnić ich „nieszkodliwość”, a przede wszystkim nie wolno opisywać działania ziół na organizm, ponieważ nie są one lekami i nie zostały naukowo zweryfikowane. W przypadku TCM jest to absurdalne, ponieważ nie ma starszej, bardziej sprawdzonej i wyrafinowanej medycyny niż klasyczna medycyna chińska i jej doświadczenie w terapii ziołowej... Paradoks polega na tym, że większość społeczeństwa wie o tym, ale zachowuje się tak, jakby nie wiedziała. Ta schizofreniczna sytuacja przypomina nieco „rządy jednej partii” (lobby farmaceutycznego) w czasach komunizmu. Ludzie myśleli i wiedzieli swoje, ale na zewnątrz mówili i postępowali odwrotnie. Znalo się jednak kilku odważnych jednostek – dysydentów, którzy byli prześladowani przez rządzący reżim, represjonowani i obraźliwie nazywani renegatami lub nieudacznikami. Mówili oni głośno to, co wszyscy wiedzieli: nowe szaty cesarza są tylko oszustwem i złudzeniem, ponieważ „król Herod jest nagi”. Podobnie dzisiaj informacje muszą być rozpowszechniane nielegalnie, za pomocą haseł lub samizdatów, mimo że Karta Praw i Wolności gwarantuje powszechnie wolność słowa i swobodny dostęp do informacji... TCM nie jest żadną fałszywą wiadomością, mistyfikacją ani dezinformacją, w przeciwieństwie do wielu „gwarantowanych, sprawdzonych badań naukowych”, które zmieniają się w mgnieniu oka. Historia uczy nas jednak, że prędzej czy później każda dobra rzecz w końcu się przebije, podobnie jak nie da się ukryć igły w stogu siana (lub, jak powiedział Lao-c': Jeśli tryska czyste źródło, nie powstrzymasz go garściami gliny). Nie czekamy więc na Godota, ale na podobnie oświecony rok 1989, z nadzieją, że nadejdzie on wkrótce!
Weźmy więc rozsądek do ręki i zachowajmy w każdej sytuacji zdrowie i zdrowy rozsądek – czyli wszystkie pięć zmysłów.
Tekst: dr med. Petr Hoffmann
Česky
Deutsch
English
Slovensky

